Poniedziałek, 21 stycznia 2008

Wkrótce wiosna. Najwyższy czas, żeby się zakochać nieszczęśliwie. Bez wzajemności, beznadziejnie, bez szans choćby na sny o spełnieniu. Czas na tęsknotę, patrzenie pustym wzrokiem gdzieś w przestrzeń, smutek, melancholię, samotne spacery w coraz cieplejszym deszczu, a trochę jeszcze w śniegu. Niepotrzebne wschody, pochmurne zachody słońca i czekanie nie wiadomo na co. Długie godziny zmarnowane na obmyślaniu absurdalnych scenariuszy niemożliwych rozmów i wyobrażeniach pierwszego pocałunku, który i tak nigdy nie nastąpi. Czas na żałosne próby przypadkowych spotkań, niby obojętnych uśmiechów i drobnych, niezauważonych grzeczności, potraktowanych jak drobinki kurzu na płaszczu, lekkim strzepnięciem dłoni. Czas na nieprzytomne potykanie się o puste butelki po wódce, dźwięcznie uderzające o podłogę. A potem żal, rozpacz, nienawiść, wreszcie kojąca, autystyczna obojętność, gdzieś tak pod koniec lata. Już prawie wiosna – najwyższy czas zakochać się.